Korzystanie z tej witryny oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookie, z których niektóre mogš być już zapisane w folderze przeglšdarki. Więcej informacji na temat cookies

NEWSY FORUM O NAS GALERIA CIEKAWOSTKI PRZYJACIELE KONTAKT
HISTORIA MY I MOTO POGODA TEORIA JAZDY LINKOWNIA KSIEGA GOŚCI PIERWSZA POMOC
WYPRAWY OPOWIADANIE SŁOWNIK ROZRYWKA POCZTA POWRÓT

DZIŚ JEST:

czwartek, 18 października 2018 r.

291 dzień roku

IMIENINY OBCHODZI:

Juliana, Łukasza, Bogumiła

Kursy walut w MyBank.pl
Notowanie z 2018-10-18
0.48%
3,7302
0.07%
4,2966
0.23%
3,7543
0.23%
4,8906

» Forumowe opowiadanko motocyklowe - praca zbiorowa
Dawno temu ( chociaż może nie tak dawno... czas jest takim względnym pojęciem) był sobie chłopczyk. Niestety, nie uczył się dobrze, bo cały czas w szkole myślał o wuesce, którą miał dostać od wujka na 18 urodziny. Za złe oceny codziennie dostawał od ojca w dupsko. Ale przez łzy przebijał uśmiech, bowiem 18-tka już niedługo.

Nadszedł czas 18 stki i chłopczyk a właściwie prawie dorosły chłopak zacierał ręce w oczekiwaniu na wymarzoną WSKe od Wujka. „Dzień wcześniej” Wujek Janka bo tak ma na imie chłopak pędzi na WSce przez rodzinne wioski – jest to jego ostatnia przejażdżka na sprzecie gdyż nazajutrz ma sprezentować swój moto Jankowi, który sam dostał od ojca 10 lat temu. Niestety jadąc leśnym duktem 80 na godzine wyniosło go na zakręcie i wjechał w przydrożne krzaczory:) najwyraźniej Wujek nie czytał motocyklisty doskonałego a jeśli nawet to chyba mało uważnie i nie wcielał przeczytanych porad w życie :mrgreen: albo był wczorajszy.

Na całe szczęście, krzaczory nie były zbyt gęste i wjechał wprost na pole pszenicy! Kiedy właściciel pola zobaczył, co się dzieje, zaczął rzucać w niego czym popadnie... Leciały kamienie, kawałki brykietu, błoto, którym został oblany od wahacza aż po lewy kierunkowskaz. Jako, że Wujo do najbogatszych nie należy, pieniędzy na Pakiet Złoty Automyjni nie miał, w dzień 18-stki zajechał nieco przybrudzonym sprzętem. Kiedy Janek usłyszał charakterystyczny dźwięk wymarzonej WSKI, szybko wybiegł krewnemu naprzeciw i...
niemalże dostał zawału serca, kiedy to ujrzał swego dobroczyńcę Brud, gałęzie między szprychami, porysowany lakier.. Zebrani goście szybko pobiegli po kubeł zimnej wody, by ocucić mężczyznę, który...

Który najwyrazniej sie obudził zlany potem.Takie rzeczy w czasach WSK.Chyba nie jezdziliscie młodziency takimi sprzetami.Wiecej szacunku.Poprawcie sie ,bo wstyd mi za Was.

Nie, on nie był mokry od potu, tylko od zimnej wody, której kubeł został wylany na jego młodą, aczkolwiek bardzo zatroskaną glowę. Janek pomyślał - gdzie ja teraz tego sprzęta domyję???

[...] myślał myślał, lecz nic nie przychodziło mu do głowy. Zadumany ze zniszczonymi marzeniami stał wryty jak kamień, tępo wpatrując się w to - co kiedyś nazywał WSKą. Jednak Zdzisiek, syn Kazika zza zakrętu, był przyrodnim bratem Janka od strony szwagierki jego matki. Chłopak nade bystry i pomysłowy podpowiedział Jankowi, że taki problem to nie problem. Raz jak w polu bronę ciągnął to mu rower przemieliła , który beztrosko rzucił w polu - i skoro on poradził to i Janek da radę. Wrzucili zatem WSKę na przyczepkę podpiętą pod Zetora i pognali razem do miejscowego lakiernika bez namysłu zostawiając wszystkich gości. Stefan - bo tak miejscowego lakiernika zwali miejscowi nie stronił od alkoholu...

[...]Udali się więc na poszukiwanie Stefana.Pierwsze co im przyszło na myśl,to żeby zapytać miejscowego posterunkowego.Jednak okazało się się że pojechał(też motorem WSK,ale służbowym) interwniować w.s.bójki jaka doszła między kowalem i jego babą (do dziś dnia nie wiadomo o co im poszło).Po namyśle,postanowili spytać o Stefana tutejszego proboszcza,jednak i jego nie zastali.(podobno po zebranej tacy,wyjechał w delegację )Ruszyli więc wspomnianym wcześniej Zetorem w kierunku restauracji zwanej przez miejscowych "Barem pod kasztanami".I jakie było ich zaskoczenie kiedy...

...podjechali pod bar i zastali na miejscu totalną rozpierduche powybijane okna, drzwi otwarte na szerz. Pomyśleli że skoro drzwi otwarte to może drzwi otwarte - bo taką promocje czasami robił właściciel :mrgreen: chociaż zwykle pisała o tym lokalna prasa w której dzis nie bylo o tym wzmianki:) W lokalu nie było nikogo, mieli już wychodzic, kiedy w rogu tuż za barem zauważyli ciemną postać. Był to Stefan - leżał w kącie, co właściwie nikogo nie zdziwiło bo zazwyczaj Stefan częściej leżał niż stał czy siedział (wiadomo dlaczego) i tak też było tym razem. Zawineli go razem z WSKą na przyczepke.....

...lecz nagle zobaczyli posterunkowego siedzącego na dębowej ławie przy kuflu piwa do połowy wypitym. Jego mętny wzrok i czapka osuwająca się na prawe ucho mówiła sama za siebie. Zdecydowanie to nie był efekt picia piwa wydumali Janek z Kazikiem - przyrodnim bratem Janka od strony szwagierki jego matki. Z lewej kieszeni posterunkowego wystawała butelka miejscowego wina robionego przez brata sołtysa Rafała. Na stole pełna popielnica, kilka plastikowych kubków i słoik po ogórkach mówiły o dłuższej wizycie posterunkowego. Janek postanowił zapytać o Stefana, lecz Kazik gwałtownie szarpnął Janka za rękaw, głową wskazując na ten sam model WSKi posterunkowego.
- rąbniemy go?? - zapytał Janek?
- pożyczymy - odpowiedział Kazik - troszki części się podmieni i Józef nie zauważy.

Józef - bo tak miał na imię posterunkowy był miłym i poczciwym chłopiną po pięćdziesiątce. Oddelegowany z Kąkowej Woli, trafił do tutejszego posterunku ćwierć wieku temu. Za kołnierz nie wylewał i nie należał do bystrych. Prowadził spokojne życie z domu do "Baru pod kasztanami" z baru na posterunek i znów do baru.

Choć serce się krajało Jankowi, za namową Kazika zapakowali drugą WSK-ę na przyczepkę, poprawili Stefana i popędzili prosto przez pola do stodoły Oczkoszczoka - starszego brata Kaziuka.

Kiedy przemykali do stodoły w wielkim poczuciu winy (zwłaszcza w sercu Jasia) na ich drodze pojawiła się przeszkoda; Zosia z sąsiedniego gospodarstwa, Zosia o migdałowych oczach....

...Janka zamurowało.Zośka!!!Tyś to? Rzekł pochwili Janek.Ojca Ci do domu wiozę...

Migdałowe oczy Zosi zrobiły się jeszcze bardziej migdałowe, a Jasiek prawie zapomniał o motocyklu...

... Zośka zerknęła na przyczepkę, pokiwała głową i pogłaskała się po dużym już brzuchu. Jako, że Zośka była w stanie błogosławionym zaproponowali jej wspólnie podwózkę. Ale Zośka zdrefiła. Ostatnio, kiedy wyszła z domu - to zaszła i nie w głowie jej już były takie parady, zwłaszcza, że jej ojciec leży pijany z dwoma WSKami.

Janek podekscytowany całą sytuację, nerwowo szturał Kaziuka aby jechać już dalej. Ale Kazikowi nie w głowie teraz były WSKi. Nerwowo przekladał zapałkę w ustach patrząc na mocne uda Zośki. Jej , krótka zwiewna sukienka i nabrzmiały brzuszek mocno poruszył wyobraźnię Kazika. Zośka - niewinnie plącząc palcem we włosach zalotnie spoglądała na Kazia.
Tego było za wiele.
Jedziemy ???? - wrzasnął Janek - Czy będziemy stać aż Józef wytrzeźwieje i zobaczy że nie ma motóru.
Jedziemy - wyksztusił z pod nosa Kazik - ślepiąc cały czas na Zochę

Zośka wlepiła swoje migdalowe oczy w Kaziuka, zatrzepotała rzęsami i niewinnie się usmiechęła. Kazik już wiedział co go czeka - musial tylk dokończyć sprawę WSK-i. Wsiadł bystro do Zetora, przedmuchał komin i ruszył z kopyta dyskretnie zerkając w popękane lusterko. Czarny dym unosil się z nad komina, tumany kurzu otaczały traktor a Kaziu pędził do stodoły nie myśląc już o tym, że wiezie Bogu Ducha winnego Stefana, który obija się o kierownicę WSKi. Gdy dotarli wreszcie do Oczkoszczoka oprzytomnieli i przypomnieli sobie, że wiozą porysowaną i brudną Wskę i drugą maszynę policmajstra, lecz to co zastali na przyczepce przeszło ich wszelkie oczekiwania. Bak wgięty, szprychy połamane, a z WSKi Józefa cała była tylko lampa - choć nie do końca, bo trzymała się właściwie na plaster. Stefan nie wiele wiedząc co się dzieje, przetarł zaropiałe oczy, podrapał się po czuprynie i ze zdziwieniem zaczął się rozglądać. W owej chwili zza wrót wyłonił się starszy brat Kazika - Oczkoszczok - tak mówili na niego we wsi, bo dość że zezowaty, to cuchniał tak bardzo, że nawet świnie się krzywiły.

Oczkoszczok dokuśtykał do przyczepki (bo prócz tego że cuchnął, to jedną noge miał krótszą od drugiej), łypnął okiem, poskrobał się swym długim, brudnym, zawiniętym paznokciem po swych batem ciętych tłustych włosach, odchrząknął, splunął pod nogi, po czym podrapał się po jajach i rzekł... o kurwa...


...jak żyje takiego syfu nie widziałem chociaż jestem prawie ślepy, co wy odpierdalacie? Co za złom wiezieta na pace? znowu Stefan miał dzwona na motórze? nie wiem kiedy on sie wyrabia z naprawianiem tych sprzetów, nie ma tygodnia zeby nie miał czopa ale jak od 16 roku zycia z 3 promili nie schodzi to nie ma co sie dziwić. Kaziuk przerwał monolog swojego brata - nie czas na bajere pakuj ten złom do stodoły i nakryj sianem, później ci powiem o co chodzi a teraz lecimy odstawić stefana, do jutra musi być nówka bo czeka go sporo roboty. Nie zwlekając zawineli Zetora na ręcznym i pomkneli dalej...

...prawie pod samą chawirą Stefana spotkali jadącego z naprzeciwka w kunia a może w świnie nikt tego nie wie Norisa - taką ksywe dali mu jeszcze w podstawówce do której nigdy nie chodzili :mrgreen: . Dlaczego norrisa pomyślicie? Pewnie od Czaka Norisa? Nie nie nic bardziej mylnego Noris dlatego że od małolata juz łaźił po wsi i po lesie grzebał w norach wyciagał co znalazł zanosił do domu i smażył sobie steki, robił pasztety i od stóp do głów odziany był w futro. Noris zapytał czy wiedzą już co sie stało w barze? Janek i Kaziuk że właśnie stamąd wracają że rozpierducha że znaleźli tam tylko Stefana i ogólnie nie wiadomo o co biega. Noris na to że wie co zaszło dziś pod kasztanami. Jak codzień łaził w poszukiwaniu nor a że najlepsze byly w lesie tuż za barem był prawie w centrum wydarzeń. Opowiadal jak do Baru przez okna wjechało CBŚ z DEA powalili wszystkich na glebe a poźniej zawineli na dołek. Z tego co zdołał usłyszeć Noris właściel Baru Zygmunt dla przyjaciół Zygi znany także w kręgach przestępczych jako "Nerka" od dłuższego czasu handlowal koksem i kradzionymi motocyklami. Może sprawa by nie wyszła ale ostatnio wszedł w układ z siecią sklepów dopalacze które to zaopatrywal w koks na szeroką skale. Po takiej opowieści chlopaki mało nie wylecieli z Zetora, szczęki zjechały im do parteru i bez słowa zapuścili silnik i ruszyli. Godzina była już późna a jeszcze trzeba podrzucić Stefana, który dawał coraz większe oznaki życia wiercąc sie na pace. Jechali tak jeszcze chwile zachodząc w głowę jaką rolę w tym wszystkim mogł odegrać Stefan?........

Jasiek powoli zaczynał odczuwać, że sytuacja wymyka mu się spod kontroli. Potrzebował pomocy i mądrej porady. Poszedł zatem do proboszcza. W trakcie wysłuchiwania spowiedzi dobry księżulo westchnął raz głęboko (na wspomnienie o migdałowych oczach Zośki) i rzekł:
-Jasiu, dobre dziecko jesteś. Ale Twoja dusza w niebezpieczeństwie...Jedyny ratunek dla Ciebie to .....

...nie dokończył, zasnął. Powieki się zamknęły, głowa bezwładnie opadła na ramie, a długie siwe włosy, spięte w figlarny kucyk wysunęły się spod czarnego, filcowego beretu z antenką. Śnił, śnił o niedawnym wyjeździe-delegacji. Śnił o wszystkich zakonnicach z którymi spędził cudowne chwile w zaciszu klasztornych murów gdzieś na południu Polski. Chwile poświęcone wspólnej modlitwie, rozmyślaniom, kontemplacji...
Ale nie tylko. Wspominał też czas radosnej zabawy, kiedy to po skromnej kolacji sistry z pobliskiego klasztoru przygotowały krótki program artystyczny. Zabawy było co niemiara...

...kiedy jednak się ocknął,Jaśka przy spowiedniku już nie było.Zatrwożył się niesamowicie,bo nie pamiętał czy dał temu nicponiowi rozgrzeszenie?Czy też nie? Co tam wreszcie Janek,westchnął.Najgorsze jest to że kasiorę w karty przedupiłem,ale na szczęście niedziela już nie tak długo...


.. Kiedy już liczył zyski z niedzieli nagle przy konfesjonale pojawił się Józef. Zrozpaczony, z głową obolałą po miejcowym winie padł przed księdzem na kolana i zanosząc się od płaczy wybełkotał.
- służbowy motór mi ukradli ...

... ksiądz popatrzył na Józefa, przykleił gumę pod ławkę, pokiwał głową i przeówił:
- ukradli ??? Jak to ukradli ??? Moczymorda jesteś. Uchlałeś się u Norrisa i sam żeś gdzieś podział motór służbowy. Ty porzadku masz plinować - ciągnął dalej

W tym samym czasie Jasiu z Kaziukiem zaczęli rozkręcać motóry. Młotek, przecinak, jakaś powiginana breszka walająca się po chudziaku stanowiły ich całe wyposażenie "warsztatu". Ale..... wystarczyło.
Z pełnym zapałem zaczęli sztukować, wyklepywać, naprawiać. Praca szła na całego. Wreszcie Stefan, na którego liczyli najbardziej, zebrał się do kupy, beknął tak okrutnie, że aż dwa gołebie spadły i zakasał rękawy.
- biere się do roboty - rzekł
... i tak jak powiedział tak uczynił...

….kazał chłopakom wypieprzać ze stodoły zaadoptowanej na ASO WSK . Siedział tam trzy dni i trzy noce, co jakiś czas widać było tylko snopy iskier przelatujące między szparami w dechach warsztatu i czuć zapach farby oraz bimbru bez którego nigdy nie zabierał się do roboty. Czwartego dnia równo z pianiem koguta otworzył z kopa wrota i krzyknął co sił w przepalonych płucach GOTOWE!!!....

Gdy Jaśko z Kazikiem podbiegli zobaczyli:





....oraz pięknie odnowiony sprzęt posterunkowego





Poczuli jak serca im tłuką niemiłosiernie w klateczkach. Toż to niemożliwe!!!!!!!!!!! Takie rzeczy to tylko w ..... Cuda, panie , cuda!!!! Wzruszenie chłopcy obiecali sobie, że z wdzięczności dla Stwórcy pojada do Częstochowy.

łza się Stefanowi w oku zakręciła to to usłyszał. Przygarnął chłopców do siebie, przytulił do piersi i rzekł...

... zanim jeszcze spadłem z ławy w barze i długo przed tym jak mnie stamtąd zabraliście podsłuchałem rozmowę dwóch dziwnych jegomości. Od razu widać było, że nietutejsze- kapoty jakieś takie napompowane mieli, motórami to takimi przyjechali, że do końca pewny nie byłem gdzie przody ich a gdzie tyły. Hełmy mieli nawet! Też ino dziwne bo pyski im całe zakrywali i szyby nawet w nich mieli! Ale jak oranżade popijali to gadali cuś o wyjeździe do Częstochowy, że w jakimś forum jeszcze się dogadajo z reszto. Cudaki byli nie z ty ziemi ale dobrze cobyście się z nimi chłopaki zabrali na te Jasną Górę. Te ich motóry takie duże jak i nasze, na jednym R1 pisało to chiba 100 pojemność miał ino te zera pewno odlazły. Nie będziecie pałować to nadążą za wami. Cza by ino te karczmę, co to oni forum zwali, odnaleźć i się dogadać.
- ta, a szukaj tera wiatru w polu. Burknął posterunkowy.
- pamiętam, że rejestracje nawet mieli a zaczynały się tak jak na wychodku mam jeno odwrotnie, hmmm, noooo, ten....yyyy nie WC a nooo MAM!! CW!!
- to już jakiś ślad- odezwał się posterunkowy i popędził w stronę komisariatu...





zaraz zasiadł do biurka sięgnął po telefon i zadzwonił do dawnego przełożonego z Kąkowej Woli.
- Marek?? - Tu Józef - Kędzierzawy , Twoj dawny podwładny...
Jakąś chwilę pogadali, po czym wypadł z posterunku i pognał prosto do chłopaków.
Jaśko i Kaziu oblewali ze Stefanem pomyślne zakończenie sprawy. Siedzieli na schodach przed sklepem sącząc wino Rafała i dumali, bo za cholere nie mogli zrozumieć jak na tablicy znak wychodka można było umieścić. A że odwrotnie to nie istotne. CW czy WC i tak każdy wiedział, że sracz jest tylko jeden.
Nagle z za roku wybiegł Józef. Zalany potem, nie mogący tchu złapać padł na kolana unosząc dwa palce w górę w kształcie litery V.
Wiem gdzie te z wychodka sie spotykają!!!!!!! wrzasnął i zemdlał....

...ocucony kilkoma kroplami wiadomego trunku trzymając nadal rękę na znak Victory błędnym wzrokiem szukał migdałowych oczu...
- Zochna!!! Tyś naszo nadziejo!!! Marek co wyży w mundurze ode mnie powiedział, że oni w intertrecie sie spotykajo i że do tego cza komputer i połączenie z nim i się znajdzie a tyś jako jedyna kształcona u nas, odzieżówke prawie skończyła to i świata liznęła.... Opadł znów, a wszyscy obecni skierowali wzrok na Zosię.
- Ano i były komputery, i pisała, i po internecie też chodziła- odparła Zosia głowę unosząc wyżej aniżeli Jasiek podczas pierwszej przejażdżki.
- Aaa, a pochodziła by ty tak i tera coby ich tamtych znaleźć z wceta tych, hęu? Rzucił Jan pociągając donośnie nosem.
- Komputer mam. Hmmm. Jakbyśta się ściepnęli, ze dwa dnie nie pili toby i na internet na rok było a wtedy to może bym cuś poszperała za tymy wcetamy.
- musim się naradzić- odparł zatrwożony Jasiek przerażony wizją 2dniowej abstynencji...

Po długim namyśle (a raczej skupieniu wzroku na jednym punkcie) , wykrzyknęli; skujem się łańcuchamy i dopniema do komputra Zochy ,wtedy ino pokusy nie bedzie ,bo z komputrem przyśrubowanym do tapczana Zochowego nijak łazić do knajpy się ni da!
Jak pomyśleli tak zrobili , Zosia weszła do internatu i krzyknęła ...Mam te cholery ino jakiesiś hasła i inne loginsy powymyślały WCety jedne no i co tera?!

....i obaczyła Zosia link do poczty moderatora i do Rafa napisała..

oto mail Zosi: " Proszę Pana. Moi koledzy chcieliby zapoznać Waszą grupę.Podobno tyż jeździcie na motorach...

...a wogle to co to za motóry co to ni silnika ni kawałka ramy nie widać , jak nie panie plastykowe jako mojo miska na pranie, to panie połyskliwe jakowyś jako kielich mszalny u ksindza na plebanii , gdzie to panie do tych naszych wioskowych porzundnych motórów co to naturale kolory szaro rdzawe posiadają , no i co to za nazwy co na Y się pisają na Hy i inne dziwoty.
Jak żem napisała , tak czekom na ino szybkom odpiskę .
Z powszawianiem Zośka!

... Na odpowiedź Zosia nie musiała czekać zbyt długo:

"Droga Pani Zofio" Trzeba czytać to na przyszłośc unikniemy takich nieporozumień. Po pierwsze trzeba się zalogować o potem przyjść na środowe spotkanko w Alchemii. A poza tym czego chcecie szukać we Włocławku skoro podlegacie pod Kąkową Wolę....

To było za trudne dla Zosi. Opowiedziała o wszystkim Jasiowi i Kaziukowi.
Ich wqrwienie sięgnęło Zenitu.
-To my dwa dni nie pijim, do komputra śmy się zaprzęgli a ten wieprz naszy brzemienny Zosi spotkano proponuje.
Zalali w te pędy WSK-e denaturatem do pełna i pognali prosto przed siebie.....

prosto do knajpy pojechali gdzie chłopy jak zwykle siedziały i bolibrzuchy tudzież mózgojeby popijały. Siedli jak reszta przy ławie, złocisty trunek zamówili, zwołali wszystkich do swojego stołu i opowiedzieli całą historie, jak to jakiś miastowy od wucetów brzemienną Zosie chce do jakiejś alchemiji w środe zwabić, a pewnikiem jakąś krzywde jej zrobić. I plan wyjazdu na "środowe spotkano" wymyślać poczeli...

Józef jako przedstawiciel władzy zaczął:
- na moje to my tam ni możem jechać...
- a na czemu niby hęu? Warknął zdenerwowany Jasiek i wychylił szklanę.
- bo po pierwsze primo nie wiema ilu wucetów napotkama, a po drugie primo każden z was do bitki zbyt wyrywny i nie daj Bóg którego wuceta by uszkodzili to zara by wam zawiasy odwiesili i do pierdla. Cza by pierwej wywiad zrobić, ten tego na szkoleniach to rozpoznaniem terena zwali.
- dobre coby kto taki pojechał infognito- rzucił Stefan, na co Jasiek:
- ty to jednak jak wypijesz to i gadasz od rzeczy.
- a co? Że jak wytrzeźwieję to już gupi?
- ja nic nie mówię, jeno jak siedzielim te 2 dni o suchych pyskach u Zochy to ji cały perfum wsiunk co ode mje dostała 5 lat temu a tobie do dziś cuś z gęby kwiatowo kopie.
- a już ci zara że ja! Myślta lepi kogo do wucetów posłać.
- jest tylko jeden ktoby mógł- rzekł Jasiek- jeno kto go namówi. Un w gębie je mocny ale nic poza tem i takiego cza posłać bo i rozpierduchy ni zrobi, wucetom nie napuka a sie dowie może czego.
- nu ale kto to gadaj chyżo!
- Samsung! Od czasu jako się chwalił, że motóra ma jak złoto nówkie a my go nakryli, że w stodole cezete składa, tfu czeskie nasienie, to tera ze wstydu nocami łazi i jak go tera zagaić coby do wucetów jechał.
- nu, Samsung mocny w gębie racja i nic więcy, dobry by był. Cza go by przekupić jako- rzucił Józef i poczali dumać jak by zniesławionego Samsunga przekonać...

Samsung długo się nie bronił, co więcej- pomysł podobał mu się, bo wreszcie coś by się działo. Ubrał się przeto na galowo i na badanie terenu ruszył .

...ruszył więc z buta na przystanek PKS-u,bo owa Cezeta,gaźnika jeszcze nie miała.Idąc tak między opłotkami,rozmyślał...jak ja tom pie...ą Alchemiję odnajdę.A jak odnajdę to tak nawtykam temu wucetowi od komputra, co to Zośke do Alechemiji wabił, że mu w plastyki wlezie.Kiedy tak dzielnie walczył ze swoimi myślami, nie zauważył że właśnie przechodzi obok "Baru pod kasztanami".Może i by poszedł dalej,jednak z rozmyślań wyrwał go znajomy głos."A cóżeś sie tak Samsung odpie...ł umarł Ci ktoś?...

Samsung odwrócił się i zobaczył twarz kogoś, kogo nie widział dłuuugo bardzo...

- tata? Tato to ty???Wymamrotał Samsung wybałuszając ślepia.
"Spod Kasztanów" wytoczył się nieco korpulentny jegomość o twarzy smagniętej nieraz lampą solaryjną
i wybełkotał:
- To, to ja! Andrzej!Sy synek wiem, wiem. Popełniłem w życiu kilka błędów ale chociaż jesteś moim nieślubnym dzieckiem tu i teraz jednym telefonem mogę Ci moje nazwisko załatwić. A chseszszsz??? Tu Endrju zachwiał się i tylko barierka, za którą się złapał, uratowała go od masażu nosa.
- Ale tato! Tyle lat my z matko bide klepali, nic żeś z ministerialnej kasiory nie przelał a ja pośmiewiskiem teraz jestem i jedyna moja szansa rehabilitacji to wucetów rozkminić a wtedy i może do łask wrócę, może i Stefan cezetę złożyć pomoże.
- Sy synu zaczniemy od tego, że teraz już się nazywasz Lepper!!! Jutro zadzwonię coby formalności załatwić a te twoje pierdoły to zlecę staremu kumplowi z BORu i pozamiatamy ten wucet czy cuś.... Tu Endrju dokonał jednak poziomowania zaś ponęcony korzyścią Samsung odpuścił wycieczkę do Alchemii, zarzucił ojca przez ramię i powędrował w kierunku domu...

...ciężko było Samsungowi ojca do chałupy targać, mimo iż był niewielkiego wzrostu, to samara słuszna mu urosła. Napocił sie biedaczysko po drodze co niemiara. Pare reazy glebe zaliczył i starego w błocie wypaprał. Jednak Andrzejowi za nic to bylo, nic czucia w sobie nie miał, jeno na straszne hafty mu sie zbierało od tego targania po ziemi.
W końcu dotarli do chałupy Samsunga. Stala na uboczu wioski, bo jego matka Aneta, niegdys medialna osoba, raczej stroniła od ludzi. Samsung starego przez próg wciągnął i drze sie do matki: "mamuś! ojca do domu przyniesłem!!"
"A pewien jesteś że to ten...? Bo tego to nawet ja nie wiem..."

Tymczasem dyskusyja "Pod kasztanami" się rozwijała się
- pewno już Samsung plecie te swoje wucetom- rzucił Jasiek mimochodem w towarzystwo
- ano pewno i że, coby ino wrócił w miaę czeźwy bo ja już interweniować ni chu chu ni mogę- Józefowe słowa
Jasiek podrapał się po sklejonej grzywce i....
- te, chłopy, a na któren dzień ten wucet Zośkę zmoleścić chciał w ty Alchemiji, hęu?
- o jasna k*rwa p*erdolona w d*pę j*bana ch*jowata nasza mać!!!! Posłali my ch*jozę Samsunga w niedzielę coby klamkę pocałował i g*wno się dowie popapraniec i gnój w ch*j!!! Nieco zdenerwowawszy się Stefan...
- Samsung w potrzebie- rzecze Jasiek- i jako się odtłumaczy te naszo pomyłkie, aż tekie pijane my nie so, ostatni PKS godzinę temu z miasta był więc i ch*joza pewnikowo w domu. Idziem pogadać acz sprawa godna ty drogi...

Chłopaki dotarli do samsungowej chałupy i zapukali. Sam Samsung im otworzył. "Gadaj, chopie!!!! No, kurza dupa, gadajżesz wreszcie, cóżeś Ty tam załatwił"- naciskali. Ale Samsung odparł:"......

Samsung nadął się jak balon , łypnął przekrwionymi gałami i wydalił z siebie światłą myśl - w dupie mam te wasze pierdoły , tera ja jest Lepper syn Solara i karyjera polityczna stoi przed mojo ważno osobo na wyciągnięcie ręki. Poszli won , bo psami poszczuje wiejskie kmiotki!!!
Zatrzasnął drzwi aż słoma z dachu na łby im pospadała i tyle się dowiedzieli...

Tego było już za dużo!!!! Nim zdążył pomyśleć o czymkolwiek, chłopaki wyciągnęły Samsunga z chałupy i wzięły się za niego jak trzeba. Żeby nie było, że wszyscy rzucili się na jednego, przeto lali go po kolei.Po 7.5 minucie Samsung obiecał poprawę i wyjazd do miasta. (Przepraszam ,chłopaki, że doprowadziłam do krwawego mordobicia, ale za dużo bluzgów było, a za mało konkretów. Ale i tak jestem przeciwko przemocy ) Samsung rusza do miasta po raz drugi....

Nauczony bolesną metodą koleżeństwa , Samsung ponownie skorzystał z usług PKS i dotarł do metropolii Włocławkiem zwanej.Jego dziwnie zapuchnięte, po 7,5 minutowym masażu oczy , poraził potworny blask lamp rtęciowych oświetlających niebywale piękne ulice ,w które jakże subtelnie wkomponowano tory bobslejowe przez niektórych nie wiedzieć czemu zwane, zapewne po zagranicznemu, koleinami oraz niezwykłej wręcz urody studzienki , fantazyjne szczeliny , łaty ,po prostu poezja.Samsung doznał wewnętrznego spokoju i lekkiego wzwodu, co spowodowało przypływ pozytywnego nastawienia do świata, i choć ciężko było go o to podejrzewać - pomyślał "te WCety chyba nie som takie złe jak mieszkają w takim raju".
Decyzja zapadła , mam 6zł i 22gr oraz mendel jajek jako dalszy środek płatniczy, biere taksówkę i jadę wprost do Alchemii, a co mi tam!
Po dojechaniu na miejsce i krótkiej szamotaninie z kierowcą , któremu środki płatnicze dziwnie jakoś nie pasowały, stanął cały szczęśliwy pod oknem i spojrzał do środka.Łłoo Jezu ,ilu łysych tam siedzi, niechybnie wpierdziel dostanę i sraczkę zanim powiem o co mi chodzi.Stoi biedaczysko przed wejściem, wyciąga rękę do drzwi i ...

I zapukał.Pierwsza lufa powaliła go na glebe.Biedak wstac nie może,ale mysli co mi tam ,moze przezyje.Pózniej bedzie z górki.Ocknął się i ujrzał........

...faceta całkowicie łysieńkiego jak kolano,barczystego,o bicepsach w obwodzie około metra.Facet ten w ułamku sekundy postawił Samsunga do pionu.Ktoś ty????? ryknął mu prosto w twarz.Nick,imię.marka motocykla!!! wrzasnął.Ja,ja,ja,jąkał się ze strachu Samsung,szu, szukam tego, co to takiego miłego, elektronicznego lista do Zochy napisał.TAM!!!,wrzasnął barczysty,wskazując na łysego, niemniej jednak,poczciwie wyglądającego jegomościa... :lol:

Samsung powoli wszedł do środka, gniotąc w rękach kapelusz ze zdenerwowania. Nie spuszczał łysego komputrowca z oczu, który dopijał piwo i przypalał kolejnego papierosa od poprzedniego. Z bijącym sercem dotarł Samsung wreszcie do baru i wybełkotał:
- Lufkie mie nalej w szklankie bom nerwowy się zrobił
Barman popatrzył, nalał sete do szklaniki i powiedział:
- 12 zł proszę
- 12 ???????? Za 12 to u nas nalewkie litrową dostaniesz i to po destylacji. Masz pan piękne jaja powiedział kładąc wytłaczankę na bar i odczep sie pan bo ja tu z ważna misyją jestem.
- Panie !!! Jakie ja mam jaja to ja wiem, ale .... niech będzie, że jesteśmy kwita

Walnął lufkę, przetarł gębę rękawem wziął głęboki wdech i ..... przemówił.
- Teee kerownik!!!!
Łysy jegomość podniósł swoje podkrążone oczy do góry, spojrzał na Samsunga, puścił dymka i wrócił do rozmowy z kolegami.

- Tee qrwa - kerownik !!! - mówię do Ciebie !!!!- zanim jednak dokończył znów znalazł się na glebie.
Kiedy jednak odzyskał świadomość nabrał pokory i zapytał grzecznie:
- Proszę kolegi. Ja tutej przyjechałem Pekaesem, bom strasznie zakłopotany. Ja od naszy Zosi, co żeś jum Panie do ty alchemiji ciungnoł. Ona brzemienna. Ja piknie prosze co bych jo nie tykał. Ona mundra jest i kształcona. My tyn internat jej kupili. Jaśko z Kaziem dwa dni nie pili całe. Ona świata ciekawa.

- Już jej napisałem - przerwał komputrowiec - niech czyta !!!

...a wogóle to na kolana kmiocie!!! - wrzasnął kerownik

jednak po wciagnięciu kilku mocnych chmur (az mu dym uszami poszedł), wypiciu kolejnej lufy, powrócił do jwdnak w głębi duszy poczciwego jegomościa dobry humor. więc łaskawie przemówił do Samsunga:
- skoro już tu jesteś podaj nicka Zochy, to ją dopuszcze... zaliczymy to żeś za nią przyjechał - tu przyjaźnie puścił oko do wciąż klęczącego Samsunga - a teraz podejdź bliżej, napij sie z nami...

...Miłościwy panie , ja nie godzien przesiadywać w takiej bezwzględnej bliskości!
- skończ pieprzenie! mów mi tu teraz jak u księdza przy kracie , czym jeździsz i czy nazwa twojego pojazdu zaczyna się na "S",i powiedziawszy to, wwiercił w denata swe bazyliszkowe oczy.
- Samsung posiniał , spocił się, zabeczał jak ranny baran i wychlipiał ,wycierając rękawem nos, mam kerowniku sprzęt który spełnia twoje kryteria - SPECIAL ŁOŚ HYOSUNG 50ccm, może być? zapytał z nadzieją w głosie.
-Gooorze mi!!! , podajcie jakieś ostre narzędzie , zaciukam wieprza , wypatroszę i flaczyska poganina z siłą 200kM rozciągnę po metropolii za pomocą jedynie słusznej marki zaczynającej się na "S", i nie jest to BMW!!!
-Litości , władco klawiatury daruj mi życieeeeeeoogrhhhrrr!!!
_Nie dokończył bo zbrojne ramię o metrowej średnicy oplotło jego szyję.
- Puść dziada i niech przeprosi , krzyknął kerownik!
-młuleeoghr! , wykrztusił z siebie biedak i dodał - mam w australii cioteczną babkę ze strony ojca co jeździ Samurajem!
-Wystarczy! odejdź, karę wyznaczę ci później, co powiedziawszy usiadł dopalając siedemnastego papierosa przy drugim piwie...

I wtedy samsung sie ocknął i pomysłał ,co mi bedzie komputerowiec kary wymyslał?A że od młodego nie oszczedzano go krzepy dość miał.I padł pierwszy strzał w łysy łeb komputerowca.Jak sobie przypomniał o Zośće padały następne strzały raz ,po raz.I tak oto zwykły chłopak z wioski stanął w obronie czci już zręsztą zbruchaconej Zośki.

I ten zwykły chłopak z wioski uświadomił sobie swoje prawdziwe "ja". Od tej pory już nikt nie będzie nim pomiatał, znajdzie pracę i będzie sobą. Spodobała mu się ta myśl, a może Zośka spojrzy na niego łaskawie...

...Były to co prawda tylko majaki, będące skutkiem chwilowego niedotlenienia mózgu spowodowanym przez zaciśnięcie tętnicy szyjnej przez konar dębu jakim było wiadome "fi 100cm".
- Widząc jakie szacowne to towarzystwo i jak łatwo pozbawić się tej narośli na ramionach zwanej głową, Samsung wyszedł ,solennie przykazując sobie w duchu ,że jak tylko wróci to zerwie te naklejki z Pannonii , bo chyba tak się nazywała maszyna którą wygrał od Jędrka moczymordy w konkursie odległości sikania pod wiatr.
Jednak jego skołatany mięsień myślący już obmyślał nową strategię, bo WCety wygadały się o jakimś otwarciu czegoś nad jeziorem, i to może być TO!!!...

..szedł tedy Samsung na piechote do domu, bo całą kase i jajca przepuścił u miastowych. we łbie myśli sie kołatały... co tym wucetom za riposte wymyślić... jak ich potraktować za takie przyjęcie???

te dwie szare komórki co jeszcze nie obumarły od ciągłego przyjmowania przepalany, obijały się po pustej mózgownicy licząc na to że kiedyś się spotkają i wspólnie plan zemsty dla Samsunga obmyślić pomogą...

i tak szedł i myślał... i szedł i myślał... i wymyślił... wymyślił takiego plana co by nawet Ferdek Kiepski sie nie powstydził. musiał tylko szybko do swej wioski wrócić i chłopakom pomysła zapodać.

Tak więc dotarł do swojej wioski, cały roztrzęsiony , z siną obrożą wokół szyi, i postanowił od razu skierować się do knajpy gdzie na pewno siedzą już przy szklanicy "Arizony" Józek z Kaziukiem.
Nie mylił się , w rogu knajpy w oparach wysokiej jakości papierosów i wykwintnych win owocowych byli Oni - jego kompani , trzon siły i mądrości ludowej ,Józek i .... ale gdzie Kaziuk?!
- Aale o so szi chozi gościuu! , rozległ się głos gdzieś tak na poziomie kolan , no i jest zguba , zarechotał radośnie Samsung, powracam z dalekiej podróży i mam wieści na temat WCetów.
- Noo aale o so chozi... zamkij jadakę! ryknął Józek , to nasz zwiad powrócił i radzić trzeba!
- No i do dupy, więcej mord do wypicia a flaszka jezd jedna! , ten filozoficzny wywód Kaziuka starł uśmiech z twarzy Samsunga.
- To ja narażam życie jadąc do miastowych i tak mnie przyjmujecie? Więc wam mówię że...
- O już nie pitol ,tylko siadaj i opowiadaj jak było, a drugie flaszkie mam schowano przed Kaziukiem w gumofilcu przy stole , żeby opój jeden nie wychlał wszystkiego od razu, a tera mów!
- No i Samsung opowiedział o przebiegu wizyty, a ciśnienie słuchaczy rosło i rosło, aż Kaziuk nie wytrzymał i ryknął na całą salę : koniec tego!!! trza szykować maszyny i nauczyć miastowych rozumu!!!
- Ta długa wypowiedź tak wyczerpała biedaka, że padł półprzytomny w róg stołu , gdzie ukryta w gumowcu leżała flacha.
- Zdrada!!! wychrypiał po raz drugi i to wśród swoich!,dodał chlipiąc, wino chować przed kulegą!
- I ja mam z wami obmyślać strategię?!, idę do Zochy , ona jedna nigdy nie chowa swojej wody toaletnej przed nikim.
- Co powiedziawszy wytruchtał się pijackim stylem przez drzwi i zostali sami...

Jasiek jak powiedział tak i zrobił. Z "prędkością swiatła" pokonał niecały kilometr w godzinę i pod Zosine okna dotarł.
- roztwórz mnie chochanie bo i do pogadaga..., podaga..., (%$!!*&) rozmówić musim o jedny sprawie.
- pijanyś Jaśko i niedobruszyć ciebie bankowo sie chce a ja niemogąca latoś....
- ajćże akysz te myśle odegnałek i jeno rozumnej porady szuka. Powiedz no Zochna, ten Twój kuzyniok, co to on na komputerowca się uczył to masz ty do niego telefona kiego, hęu?
- Jaśku jam go 10 lat nazad widziała i on wylatał po tychże wystudiach do Rzogowa czy dzieś....
- jasna twoja przeźroczysta Zośka toś Ty z rodzino kontakta ni ma??
- bo, bo, bo ja się wstydza go trochę...
- rodziny?? a czemuż to niby hęu?
- bo, bo to samsungowe poplemie
- a tfu i niechaj, i niech samsungowe będzie jeno komputrowca nam trza coby WuCetom pyski utrzyć coby namieszał im tam w tych internatach.
- Jaśku, my na niego jeno Maciuch wołali ale un tera w świecie dalekooo, w Rzogowiewie jako było ili jeszczo jedne słowo na wieś wołajo, Wielkowąski, Wielkowłoski czy jakiś tam ten ichnij Rzogów...

Zara, zara! Cosik mi świta pod kiepełą , jak szedłem do toi toja na posiedzenie, to wzionem gazytę do wiadomych celów , ale że rozwiązania tak od razu nie było bo za dużo zimnioków się nawtykałem, to i był czas zaczytać co we świecie się porabia.No i chiba tam wyczytał ja że onegdaj jakiesiś larum podnosił To_magnes czy inna To_magnificja co by mu stronkie pikno niebożebnie podiwanić chciał chiba właśnie tyn twój kuzyniok Maciuchem zwany, ale mu nie wyszło , bo za cinki był na tygo Maga_cośtam.
Tyn cały czarodziej od tych WCetów zdaje się jezd , tak że dej se spokój zez Maciuchem , jego wykorzystamy w inniejszym planie ,a na razie jak znajdziesz do niego kontakt , to powidz mu żeby się nie wychylał i grzeczny był to może cuś z niego bydzie.
Dej no troszku tyj wody toaletnej bom straszliwie się strzeźwiałem i sponiewierać się muszę!
A ty nie śpij ,jeno myśl co robić bo ja już dość łeb nadwyrężyłem , log , log ,log ,aaaa...

...Zosia napięła się , zamyśliła i ... BRUUUUUMMMPIERDJEBUDU!!!
- Co się qurwancka stało?! , alkajdy jakieś bombę zdetonowali, czy to może aparatura u leśniczego ciśnienia nie wytrzymała i pierdykła , takie trzęsienie ziemi tworząc?!
- Nagle pojawił się opar żółto-zielonkawy i tak żrący w oczy, że łzy same ciekły i piekło gardło jak po samogonie kiepsko przepalonym, Łło Jezuuu! atak chemicznyyyy!!! wrzasnął Jasiek.
- Po chwili myśl straszliwa zrodziła się w głowie biedaka, WCety namierzyli przez tyn cholerny internat chałupę Zośki i wystrzelili rakietę z Alchemiji, by naszą elektryczną łączność zez światem zerwać i przy okazji pozbyć się problemu zmolestowanej naszej piknej Zofii.
- Zerwał się z ziemi, wbiegł do Zosinej chałupy i przerażony zobaczył straszną scenę!...
- Zośka leży na podłodze , drze się w niebogłosy , spódnica rozerwana na strzępy, meble poprzewracane, trzyma się za brzuch... ja pierdzielę!, brzuch jej urwało!!!
- Czego się q..a gapisz gamoniu , krzyknęła Zośka do Jaśka
- Jak to co się gapię! przecież widzę żeś ranna , brzuch ci urwało!, dokończył drapiąc się po dupie, aborcje ci zrobili złamasy jedne!!!
- Odpieprz się ode mnie, bo tobie aborcję jajek zrobię, pierdnęłam sobie po śliwkach i to zbrzuchacenie okazało się lipne , bo to chyba gazy po węgierkach były i tyle!...
- Tego było za dużo na trzeźwo, Jasiek wraca do knajpy...

... godz. 21.08, Jasiek kulturalnie otwiera z kopa drzwi do knajpy.
- godz. 21.09, dostaje mokrą szmatą w pysk, ...pomylił drzwi i wszedł do chałupy obok knajpy.
- godz.21.10,lękliwie zagląda przez następne drzwi, i wyszczerzywszy swoje pełne (3szt.) uzębienie w coś co przez niektórych mogło by być uznane za uśmiech, z powodu trafności w doborze otworu drzwiowego, wkracza do sali wydzierając jadakę ; Wojny ni bydzie z WCetamy, łone som niewinne, Zośka nie była zbrzuchacona, ino śliwków się nażarła i tak jom rozdymało jak krowę po liściach!!!
- A to menda sakramencka, rozległ się szum po sali, jak się w kolejce z winem na opłatę stało do niej w letnią noc to" nie mogie, przeca widzita żem już zbrzuchacona" i niejeden na sztywnych nogach odchodził!!!
- Cicho , przerwał te rozważania Kaziuk , jak one te WCety niewinowate , to trza do nich jechać na swoich motórach i obgadać koalicję na otwarcie syzunu. Jeno trza uważać , bo podobno ichni kerownik zaprądkowany jakowoś Ebolą ,bo usmarkany jezd po łokcie.
- Ale wypijem przed przyjazdem do nich po kwaterce księżycówy i żadna cholera nas nie weźmie.
- Godz.21.28, stopień nietrzeźwości spowodował brak możliwości wydania z gardeł zrozumiałej mowy.
- Godz.21.30, właściciel knajpy wykopał wszystkich za drzwi.
- Godz.21.31, wszystkie miejscówki wzdłuż rowu zajęte...HHRRRRrrr!

- godzina 9.33 dnia następnego: do wsi zajeżdża policyjna suka
- godzina 9.37 całe towarzycho leży pokotem w klatce i zmierza w niewiadomym kierunku
po półgodzinnej jeżdzie sytuacja dla całej ekipy się wyjaśnia - lądują na najbliższej wytrzeźwiałce, gdzie po części oficjalnej, czyli zameldowaniu w recepcji, zostają poddani działaniu zimnej wody.
wszyscy cały czas zadają sobie jedno pytanie: kto nas podpier...

W tym samym momencie posterunkowy Józef wydłubuje brud zza paznokcji służbowym scyzorykiem, kiedy zaczyna dzwonić telefon.
- Posterunkowy Józef - słucham
Nagle podrywa się z krzesła, staje na baczność, z przerażoną miną kiwa głową i przytakuje:
- Tak jest! Tak jest! Oczywiście! Robi się! Zaraz sprawdzę.....
Siada na krześle.
To pierun niemiłośierny - już ja mu pokażę.
Wsiadł pośpiesznie Józef na swój niebieski motór i pognał w stronę domu Janka
- Otwierać !!! Policja !!!
- Czego się Józef wydzierasz!! - powiedział Scoroopa ojczym Janka otwierając drzwi - wódki Ci brakło ??
- Ty mnie wódki nie wciskaj - Na służbie jezdem.
- Oj na służbie czy nie pić trza - gadaj me tutej co cie sprowadza - rzekł Scoroopa
- Janek jezd ???
- Ni mo
- A gdzie ???
- A ja wim! Od wczora go ni ma. A co znów nawywijał ?
- Jego motór - gdzie ?? - Kradziony on chiba !! Z miasta dzwonili - kazali sprawdzić
- Jaki tam kradziony - darowany - w stodole stoi
- A papiry w domu ???
- Józef - qźwa - Ty me tu kryminałem nie wylatuj - chopak dobry jezd - pomóc trza - idzim sprawdzić . . .

...Nie zasłaniaj!, co tam jezd na tyj ramie?!
- A gówno widać!, Trza by szmate jakoś zmoczyć wachą i rozpaliwszy podejrzeć.
- No i już , podpalej!
- Zara, zara, już widać , cuś jak gsx-r1000k7 :mrgreen:
- Józef , ja ci gadom , nie zbliżoj sie do baku!!!
- JEEEBUUUDUUUU!!!
- QRWA!!!, dowód rzeczowy zniszczyłeś!I jeszcze stodołę szlag trafił , nie wspomnę że śmierdzisz paloną kaczką i masz łeb łyso-spalony, hy,hy,hy!
- A ty lepiej wyglądasz cieciu zasmarkany! , łeb ci się dymi, brwi ni mosz i masz gały wytrzeszczone jakbyś miał zatwardzenie przy hemoroidach!
- Zresztą spieprzamy, ta WSK-a jakaś dziwna była, chiba jom jakimś plastykiem obłożył , na pewno takiego szkaradztwa jo bym do ręki nie wzion!!!
- A co zez stodoło?!
- A w dupę!, niech się poli! ubezpieczenie mom , to się powi że był samozapłon, Heniek od strażaków za połówę kwit wystawi i ma się kiepełę, nie!?
- No dobra , chodu do knajpy po alibi!

Jak powiedzieli tak zrobili. Z opkopconymi łbami i popalonymi brwiami zasiedli do sołu w Barze "POD KASZTANAMI"
-Te - Józef - co tu tak pusto - gdzie chopaki - pozamykaleś czy cuś hę
- Ano nie widać - może znowu na myjkie trafyli.
- A słyszałeś, że Zocha - ta naszo lafyryndo - brzuchata juże nie jest??
- hy?????
- Piedrła czy cuś - no i nie jest brzuchato

Scoroopa jak mógł tak zagadywal posterukowego, co by za dużo nie wysilał mózgownicy na temat "motóru"
Tymczasem WCety w pełni entuzjazmu szykowali swój pierwszy zlot....

...Lecz zanim doszło do zlotu, postanowili się skrzyknąć na imprezkę śledzikową która pokazała jak bardzo skonsolidowana jest ta brać motórzystów.
Przybyło wielu znakomitych uczestników spotkań Alchemicznych, były wykwintne dania , trunki, i przy ogólnie akceptowalnej muzyce wszyscy świetnie się bawili, nie tylko w kółkach wzajemnej adoracji, ale również w szerszym gronie!...
- Dryń,dryń! dryń,dryń! , i wtedy q..a komóra obudziła mnie do roboty!!!... no co za pech!

W międzyczasie Jaśko z kompaniami opuścili izbę wytrzeźwień. Dni stawaly się coraz dłuższe - z każdą chwilą wiosna byla coraz bliżej. WCety pochłonięci swoim pierwszym zlotem zapomnieli o Bożym świecie. Tymczasem Jaśka po powrocie do domu wita sroga mina ojczyma.
- Co żeś nawywijał ??? Ten Twój motór jest szemrany.
- Tate !!! Jak to !!! Toć ja go od wuja dostałem.
- Kradziony mówie - Jozef byl u mnie - rame sprawdzalim a zamiast WSK jakiś cuś xr cz cuś takiego
- Hę ????? - Wykrzywił mało bystrą minę Jaśko
- A cóżeś to takego ten xr ????
- A ja wim !!!!! Rzekł ojczym Jaśka.
- No ale tate - co dali - toć to moje sistko
- Józek - nie pierdul me tutej tylko słuchej. Nie po to seidziałem za machloje co by Cię na lodzie ostawić. Załatwilem - i nie pytoj jak.
Jaśko zmartwiony pobiegł do stodoly. Odpalił Wskie i ze łzami w oczach pognał przed siebie.

Jechał i jechał, aż zajechal do Włocławka - a tam . . . . WCty świetowali jakąś imprezę pod Halą Misiów
- a co mi tam - pomyslał i zaparkował koło WCtowskich maszyn...

przeszedł sie po placu, ucha nastawił, zagadnął co którego o co tu biega... i na koniec imprezy koszule nocną dostał. głupio z lekka mu sie zrobiło, bo tych wucetów pod niebiosa wychwalali, a na temat jego i jego koleżków ani słowem nikt pisnąć nie chciał, a co gorsza nawet nikt o nich nie słyszał. a przecie oni tacy ważni... co tu sie k...wa u tych miastowych dzieje??? imprezki se robiom, a ich-prawdziwych wskowców nie zaproszom??? o zdanie nie zapytajom??? trza tu porządek zrobić!!!
wsiadł na maszyne i do swoich pognał...

cdn...

komentarze [560]



<< 1 z 1 >>

motórzyści WŁOCŁAWEK
Copyright © 2009 motórzyści WŁOCŁAWEK | Projekt i wykonanie: Onwave | Admin-panel |